Scorsese
to jeden z niewielu twórców, którzy mają tak bogaty wkład w kino gangsterskie. Ten gatunek dominuje w filmach włoskiego imigranta, w jego filmach prawie zawsze występuje mniej lub bardziej zorganizowana przestępczość. Wynika to z tego, że jak sam reżyser wspomina, ze wychował się w takim świecie, na ulicach włoskiej dzielnicy Nowego Jorku, w którym zawsze istniała uprzywilejowana klasa gangsterska. Scorsese wspomina, że kiedy był małych chłopcem postanowił, że kiedy dorośnie zostanie księdzem lub gangsterem, ponieważ w świecie, który znał, tylko tacy ludzie mogli liczyć na powszechny szacunek. Światem biednych ulic takich (jakie reżyser ukazuje w jednym ze swych pierwszych doniosłych filmów - Ulice nędzy z 1973 roku) rządzi tradycja, jednak świat ten jest rozdarty pomiędzy tradycyjne wartości chrześcijańskie a chęć pozyskania zysku i wpływów, dla której tworzone są organizacje przestępcze, których struktura często (paradoksalnie) zakorzeniona także w jest w tradycji - gangsterzy to powierzchownie dobrzy katolicy hołdujący starym wartością jak rodzina i wierność hierarchicznie ułożonej strukturze. Są wierni swoim własnym zasadą i odznacza ich pogarda do istniejącego w Stanach Zjednoczonych prawa i do władz lokalnych. Modernizująca Ameryka jest dla nich symbolem upadku wartości, a oni są pobożnymi potomkami włoskich i często irlandzkich imigrantów i trwają przy tradycji i układowi sił przeniesionemu z rodzinnych stron.Owe wewnętrzne rozdarcie i często nieświadomą hipokryzję Scorsese pokazuje na przykładach bohaterów i całych organizacji. Najbardziej dosadnie w Gangach Nowego Jorku (2002) gdzie obserwujemy wielkie bitwy gangów inspirowane religią i wściekłe tłumy żądające śmierci innych wymachujące nożami, pałkami i symbolami religijnymi.
W bardziej subtelny sposób człowieka pełnego wewnętrznych opozycji Scorsese pokazuje w Kasynie (1995). Joe Pesci gra w tym filmie drobnego gangstera, który bez przerwy wpada w furię, jest nieobliczalny nawet dla swoich towarzyszy, zabija w amoku, ale codziennie o świcie wraca do domu i (dosłownie) zmywa krew z rąk, a następnie przystępuje do przygotowania śniadania dla swego syna, którego z czułością budzi i odwozi do szkoły.
W świecie Scorsese przywiązanie do tradycji jest rzeczą nie tyle obowiązkową co podskórną i naturalną, w świecie rodziny i wspólnoty kościelnej człowiek musi postępować moralnie, jednak od owej moralności zupełnie odrywa kwestię przemocy, wyrządzonych krzywd i przestępstw popełnionych w imię zapewnienia dobrobytu własnej rodzinie i obrony przed niemoralnym światem zewnętrznym, czyli każdemu kto wyznaje inne zasady np. przeciętnemu Amerykaninowi wychowanemu w duchu demokracji liberalnej.
Scorsese potrafi idealnie przedstawić portret psychologiczny swoich bohaterów, ale absolutnie ich nie usprawiedliwia. Dowodzi tego w jednym ze swych najsłynniejszych obrazów Chłopcy z ferajny (1990). Henry Hill, bohater w okół którego obraca się fabuła filmu wiele razy zaznacza swoją pogardę dla szarych ludzi, którzy muszą martwić się czy ich zarobek wystarczy na utrzymanie. Podkreśla, że on i jego towarzysze są klasą uprzywilejowaną, wchodzą bez kolejki do najlepszych lokali, kupują luksusowe samochody i futra dla swych żon i to jedyne życie jakie on sobie wyobraża. Na końcu filmu, kiedy traci swoją pozycję, jeszcze raz przypomina o swej pogardzie, której wcale się nie wyrzekł, jest jedynie pełen żalu dla samego siebie. Reżyser mówił o tej scenie wyraźnie - była po to, aby widzowie mogli ostatecznie znienawidzić człowieka, który nigdy nie uczy się na własnych błędach i nie koryguje swoich błędnych sądów. Zwróćmy uwagę - w ilu popularnych filmach widz ma znienawidzić głównego bohatera? W ilu popularnych filmach widzimy świat złych ludzi bez wyraźnie przeciwstawionemu mu dobra, ile scenariuszy kończy się szeregiem przegranych bohaterów, bez ani jednego zwycięstwa na osłodę?
Taki jest Scorsese - dla niego bohater, który odnosi sukcesy, bo zawsze wie co ma robić jest po prostu nudny. Owszem, w jego filmach widujemy też protagonistów, ale nigdy nie są to ludzie bez skazy. On woli pokazać człowieka upadłego. Jak Jake La Motta, Wściekłego byka zawsze postrzegałem jako film o upadku człowieka, który upaść nie musiał, ale to zrobił. Nawet Jezus Chrystus w ekranizacji Ostatniego kuszenia Chrystusa zanim poświęcił się dla ludzkości miał ludzkie wątpliwości i chwilową chęć poświęcenia zbawicielskiej misji dla wygodnego życia na ziemi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz